Kontrast. Komercja. Estetyka. Już dziś Paprocki&Brzozowski i ich najnowsze show w Teatrze Wielkim!

Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski
Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski Fot. Marcin Brylski
W duecie jest podobno raźniej, choć charaktery ścierają się na każdym myślowym zakręcie. Oni w duecie działają już od ponad 13 lat. Wniosek? Jest kompromis. Do tego są rozpoznawalni i lubiani. Bardzo. Na Facebooku posiadają najwięcej fanów ze wszystkich polskich projektantów - ponad 47 000! Ostatnio - na tydzień przed jubileuszem - wyjechali do Nowego Jorku. Tak na luzie, po prostu. A teraz? Co zostało po szczęśliwej "Trzynastce" i jaki będzie ich kolejny sezon? Paprocki&Brzozowski bez cenzury.

Marcin Brylski: Trzynastka to były takie przedbiegi, test przed hucznym piętnastoleciem?



Mariusz Brzozowski: Ależ skąd. Kto powiedział, że musi być piętnastka?! Może kolejne wielkie świętowanie będzie dopiero dwudziestką? Poza tym, dzięki tej decyzji mogliśmy i kolekcję, i pokaz potraktować trochę z przymrużeniem oka.

Marcin Paprocki: Zwłaszcza po jesiennej kolekcji z zeszłego roku, gdzie była aura tajemniczości, powaga, złożoność sylwetek. Trzynastka miała być lekka, niezobowiązująca i dużo bardziej komercyjna.

Było warto? Potrzebowaliście tego?

Marcin: Oczywiście wiemy jakie były komentarze po pokazie. Nie udajemy, że to nas nigdy nie interesuje. Ale my naprawdę jesteśmy zadowoleni z efektu! I zarzuty , że kolekcja była niespójna, przeczą po prostu temu jaką informację prasową wysłaliśmy do mediów i co chcieliśmy tym zakomunikować.

Mariusz: Dokładnie. Pół roku temu pokazaliśmy tak naprawdę dwie kolekcje: Paprocki&Brzozowski oraz Day by Paprocki&Brzozowski. Stąd ta rozbieżność.

I te kolory. To chyba Wasz pierwszy raz?

Marcin: Tak, nasze kolekcje jeszcze nigdy nie były tak energiczne.

Mariusz: Zrobiliśmy to nawet trochę na przekór sobie i swojej estetyce. Takie zderzenie wielu kontrastów. Ale decyzji nie żałujemy.

Może więc było to podsumowanie dorobku?


Marcin: Bez przesady. Wprawdzie na początku jej projektowania zastanawialiśmy się nad tym, czego używaliśmy najczęściej, co się sprawdziło przez lata, czego unikaliśmy. Jednak nie używajmy tak poważnych słów jak „podsumowanie” wobec czegoś, co miało być zabawą.



A dzisiejsza kolekcja - znów jesienna - jaka będzie? Powrót do powagi?


Marcin: Będzie ciepła, zmysłowa i bardzo kobieca. Tym razem tylko linia Paprocki&Brzozowski. Przede wszystkim luksusowe tkaniny, kaszmiry i jedwabie, ale i dżerseje oraz żorżety. Na dzień i po zmroku.

Mariusz: Inspiracją do kolekcji Glare były dwie wyjątkowe chwile: ta, w której zachodzi słońce i ta, w której gaśnie ogień. Te dwa momenty - niby podobne, a jednak tak od siebie różne - stały się punktem wyjścia do poszukiwań i określenia jej charakteru. Poszczególne fazy światła: od intensywnego pełnego blasku, po gasnące i sączące się promienie. Od jarzącego się ognia po dym. To takie sytuacyjne kontrasty. Gra światła i cieni. A na ich granicy pojawia się to coś…

Marcin: Tylko że nasze inspiracje nie są jednoznaczne. Staramy się podchodzić do nich niedosłownie. Pojawiają się, zapalają iskrę i ewoluują. To jak ulotne chwile, które każdy zna i podziwia. Momenty, które na swój sposób każdy lubi i kocha. Takie, w których ważne są sekundy.

Wolicie więc projektować na wiosnę czy na jesień?

Mariusz:
Zależy. Na pewno kolekcja jesienno-zimowa jest ciekawsza ubraniowo, bo ma więcej "składników". Można się wtedy skupić na szerszym przekroju garderoby..

Marcin: Ja tak nie mam. Nie dzielę. Choć wiedziałem, że Mariusz odpowie w ten sposób.

Właśnie, po tylu latach możecie powiedzieć, że jesteście harmonią? Czy nadal materiały i nożyczki latają w chwilach uniesienia?

Mariusz: Zgrzyty wciąż są. Nieprzerwanie. Na szczęście bywają kontrolowane. Mało tego - są dni, kiedy kompletnie nie możemy się dogadać, bo mamy zupełnie odmienne wizje.

Co wtedy?

Marcin: Odpuszczamy. Dajemy sobie chwilę wytchnienia. Estetyka każdego z nas jest różna i może paradoksalnie, właśnie teraz - po czasie - wychodzi to na wierzch.

Chcecie powiedzieć, że teraz pracuje Wam się trudniej niż kiedyś?!

Marcin: Tak mi się wydaje.

Mariusz: Ja z kolei uważam, że na początku było trudniej.

OK. Rzeczywiście ze spójnością jest u Was ciężko.

Mariusz: Wiesz, to wynika chyba z tego, że kiedyś nie znaliśmy się aż tak dobrze. Może jeden drugiego nie chciał urazić. Bardziej zastanawialiśmy się: "No tak. Może rzeczywiście on ma rację"...

Marcin: Tylko że nie jesteśmy już dziećmi i nie możemy strzelać focha czy się obrażać. W końcu jesteśmy duetem i musimy wykrzesać z siebie chęć porozumienia dla ogólnego dobra.

Mam rozumieć, że to Marcin pierwszy wyciąga rękę na zgodę?

Mariusz: No tak... Ja jestem dużo bardziej uparty.

I to ogólne dobro chyba wygrywa, bo macie już trzy linie ubrań.

Marcin: Zgadza się. Ta najtańsza, najbardziej młodzieżowa jest dostępna w butiku online, a linia Day i kolekcja pret a porter w butiku przy ul. Wiejskiej w Warszawie i multibrandach w Krakowie, Rzeszowie, Sopocie, Katowicach oraz Bielsko-Białej i we Wrocławiu. Poprzez to uczymy się także specyfiki i podziału rynku krajowego.



A cenowo jak to się przedstawia?

Marcin: Ceny ubrań z linii Paprocki&Brzozowski zaczynają się od 500 zł i idą w górę. Dla przykładu 1900 zł - to koszt jedwabnej sukienki, która pojawia się tylko w kliku egzemplarzach. Linia Day by Paprocki&Brzozowski zachowuje przedział od 400 do 1200 zł, a linia Plants (ta młoda i energiczna) to zaledwie 60-320 zł.

Podczas naszego pierwszego wywiadu dwa lata temu mówiliście, że chcecie namacalnie ubierać ulicę. Efekt osiągnięty?

Mariusz: Tak - dzięki różnorodności cen i linii na pewno się to udało. Poszerzyliśmy zarówno gamę ubrań jak i zwiększyliśmy liczbę odbiorców. Wykształcili się konkretni klienci, którzy przychodzą po konkretne rzeczy.

Segment basic, zwłaszcza t-shirty i bluzy to wciąż strzał w dziesiątkę?

Marcin: To prawdziwy szał! Przeżywamy wręcz najazd młodych fashionistów, którzy wreszcie mogą pozwolić sobie na rzecz z naszą metką. Na początku był to tylko taki eksperyment. Ale już wiemy, że tańsze rzeczy sprzedają się dużo lepiej. Dlatego będziemy poszerzać asortyment z tej puli.

Projekt sukienki narodowej dla Pauliny Krupińskiej wyszedł Wam wręcz rewelacyjnie. Przewidujecie kontynuację patriotycznych motywów w kolekcjach?

Marcin: Wybory Miss, to po prostu konkurs. Inna estetyka, inne doświadczenie. Oczywiście jesteśmy patriotami. W ogóle Polacy lubą się nimi czuć i tak siebie nazywać. Jednak takie zabiegi uważamy za bardzo efekciarskie. To gra na emocjach. Chwytliwa, ale najprostsza. My tego nie lubimy.

A jak jest u Was z dorabianiem idei do wszystkiego co tworzycie?

Mariusz: Na pewno nie dorabiamy na siłę ideologii do każdego projektu. Jeśli ktoś tak ma, to okej, jego sprawa, ale my po prostu tworzymy. Na przykład zeszłoroczna linia toreb we współpracy z firmą Sagan. Nie chcieliśmy niczego wmawiać kobietom, po prostu uważaliśmy, że dobrze jest mieć świetnej jakości dodatki do ubrań w butiku.

Marcin: To prawda. Generalnie chodzi o to, by coś było estetyczne, ładne, praktyczne i funkcjonalne. Nie ma tu głębszej filozofii. Po co mielibyśmy wmawiać klientkom, że to jak przepustka do innego, lepszego świata? Używać na przykład metafory o jakiejś pięknej muszli czy innych farmazonów? W przypadku toreb wystarczy, że są świetnie wykonane. Ze świetnych włoskcih skór, z tych samých manufaktur, z których korzysta Prada.

Rzeczywiście staliście się bardziej praktycznymi i użytkowymi projektantami. Ja nie mam nic przeciwko.


Marcin: Po latach szaleństw i artystycznych wizji mierzymy się z komercją. To wbrew pozorom nie jest łatwe i do tego trzeba dojrzeć. My wreszcie dojrzeliśmy.

Zmienił się Wasz punkt widzenia.

Mariusz: Tak. Kiedyś uważaliśmy wręcz, że jest to coś uwłaczającego dla projektanta, ale zrobiliśmy masową kolekcję dla Reserved, później dla Ochnika. To nam dużo uświadomiło.

Zawodowo spoważnieliście?

Marcin: Wiesz, że tak. Nawet pięć lat temu nasze myślenie było kompletnie inne. Nie mieliśmy butiku, nie braliśmy naszej pracy tak na poważnie. Teraz jest więcej analizy i biznesowego myślenia. Modowe środowisko zauważy oczywiście i doceni projekt awangardowy (czyt. ambitny), ale on zostanie na wieszaku. Ludzie szukają przede wszystkim praktycznych ubrań, w których czują się swobodnie.

Dzisiejszy pokaz w Teatrze Wielkim, to komercja czy artyzm?

Mariusz: To połączenie jednego i drugiego. A to najtrudniejsze. Jednak jesteśmy po ostatnich przymiarkach i wszystko wyszło dobrze. Wiemy, że wyjdzie także wieczorem. Jesteśmy podekscytowani bo to kolekcja dla kobiet kochających piękno, eksperymenty i kontrasty. Będzie klasyka i awangarda w jednym.

To jeszcze na koniec. Opowiedzcie o waszej przyjaźni. Ona też nabrała powagi?

Mariusz: Niewątpliwie. Nawet przerodziła się w relacje rodzinne, braterskie. Owszem, mamy odmienne zdania. Zresztą sam to słyszysz podczas tej rozmowy - ale serio, nie wyobrażam sobie, by Marcina nie było.

Marcin: Ostatnio ktoś żartował, że nie powinniśmy latać razem. Że gdyby coś się stało, to tak naprawdę obaj znikamy z rynku, z powierzchni ziemi. Ale wiesz - ja nie mógłbym projektować sam.

Mariusz: Dokładnie. Gdyby Marcina zabrakło nie prowadziłbym naszej marki dalej. To nie miałoby sensu.





"MIĘDZY NAMI mówiąc…" to cykl rozmów z ludźmi branży mody, choć nie tylko o modzie w roli głównej.
Trwa ładowanie komentarzy...