Jak mówi sama projektantka: "Kobiecość jest męska, męskość kobieca. Charakter projektów nawiązuje do oszczędnej i minimalistycznej kultury protestanckiej, strojów liturgicznych skontrastowanych z perwersyjnie ukrytą kobiecą seksualnością." I faktycznie wszystkie te odwołania można było dostrzec w 22 prezentowanych sylwetkach bazujących na granacie, ciemnej szarości i głębokiej czerni z licznymi zastosowaniami typu krytych kieszeni w szwach bocznych, ściąganych troczków czy ruchomych karczków. Szlachetność tkanin takich jak wełna i tiul francuski podkreślało perfekcyjne odszycie, a wszystko to można było zobaczyć naprawdę z bliska w doskonałym dziennym świetle. Jeszcze słów kilka o dokładnym zaplanowaniu z początku. Otóż od zaproszeń (oczywiście czarnych), przez podany dress code, po atmosferę przed, w trakcie i po pokazie - wszystko było wysublimowane i odbywało się bez napięcia oraz tłoku, za to w atmosferze wzajemnego szacunku. Nawet materiały prasowe i upominek zostały podane w formie stożka przypominającego wulkan, a sama gospodyni-artystka dziękowała gościom, żegnając ich osobiście przy wyjściu.
Jest w tym wszystkim tylko jeden szczegół. Była to prezentacja kolekcji jesień/zima 2014/15. Będąc konsekwentnym nadal uważam, że pokazy powinny wyprzedzać prezentowany sezon o kilka miesięcy. Nawet w przypadku, gdy koncepcyjnie od lat pozostaje się wiernym sobie i swojej wizji. Zwłaszcza wizji i osobie tak bardzo uznanej ogólnym szacunkiem i sympatią, jakimi niewątpliwie (także moimi) cieszy się Ania Kuczyńska.
