Wulkan pełen lawy w warszawskim Bristolu. Bohemian black Ani Kuczyńskiej

sylwetka nr 22 Maxi Mystery
sylwetka nr 22 Maxi Mystery fot. Filip Okopny
Wszystko to było dokładnie zaplanowane. Nawet bardzo. Choć na początku Hotel Bristol wydawał mi się dość nieadekwatnym miejscem na pokaz takiej projektantki. Bo przecież to minimalistka, mistrzyni ponadczasowej formy spokoju i wyważona estetka. A jednak miejsce idealne, bo wybuch tym większy, a kolekcja Lava gorąca.

Pewnie niewielu spoza środowiska modowego wie, że pokazy Ani są zgoła inne od reszty wybiegowych show. Tzn. nie ma wielkiej celebryckiej pompy, czerwonych dywanów, masy fleszy. Odbywają się w miejscach kameralnych w ciągu dnia, a przychodzą na nie ludzie, którzy z modą mają do czynienia na co dzień. Tak było i tym razem, choć wspomniane miejsce trochę mnie zdezorientowało. Niepotrzebnie, bo jak się okazało kolekcja LAVA idealnie wpasowała się we wnętrza hotelowych marmurów we foyer oraz bieli ścian i złotych żyrandoli w sali pokazowej. Z jednej strony wyraźnie kontrastowała prostą i surową formą oraz głównie czarną kolorystyką. Z drugiej znów, wpasowała się z bardziej eleganckim i wyrafinowanym niż dotychczas stylem z wieloma zmysłowymi transparentnościami. Całość na pewno była sensualna, nowoczesna, a także bardzo spójna i charakterystyczna.



Jak mówi sama projektantka: "Kobiecość jest męska, męskość kobieca. Charakter projektów nawiązuje do oszczędnej i minimalistycznej kultury protestanckiej, strojów liturgicznych skontrastowanych z perwersyjnie ukrytą kobiecą seksualnością." I faktycznie wszystkie te odwołania można było dostrzec w 22 prezentowanych sylwetkach bazujących na granacie, ciemnej szarości i głębokiej czerni z licznymi zastosowaniami typu krytych kieszeni w szwach bocznych, ściąganych troczków czy ruchomych karczków. Szlachetność tkanin takich jak wełna i tiul francuski podkreślało perfekcyjne odszycie, a wszystko to można było zobaczyć naprawdę z bliska w doskonałym dziennym świetle.
Jeszcze słów kilka o dokładnym zaplanowaniu z początku. Otóż od zaproszeń (oczywiście czarnych), przez podany dress code, po atmosferę przed, w trakcie i po pokazie - wszystko było wysublimowane i odbywało się bez napięcia oraz tłoku, za to w atmosferze wzajemnego szacunku. Nawet materiały prasowe i upominek zostały podane w formie stożka przypominającego wulkan, a sama gospodyni-artystka dziękowała gościom, żegnając ich osobiście przy wyjściu.

Jest w tym wszystkim tylko jeden szczegół. Była to prezentacja kolekcji jesień/zima 2014/15. Będąc konsekwentnym nadal uważam, że pokazy powinny wyprzedzać prezentowany sezon o kilka miesięcy. Nawet w przypadku, gdy koncepcyjnie od lat pozostaje się wiernym sobie i swojej wizji. Zwłaszcza wizji i osobie tak bardzo uznanej ogólnym szacunkiem i sympatią, jakimi niewątpliwie (także moimi) cieszy się Ania Kuczyńska.

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...