Skandalizujący SAINT LAURENT już w kinach

kadr z filmu Saint Laurent
kadr z filmu Saint Laurent www.filmlandempire.com
Wybitny artysta, ubraniowy wirtuoz. Geniusz, a jednak niezwykle słaba psychicznie jednostka i więzien wielu nałogów. Yves Saint Laurent. Od piątku w kinach studyjnych już drugi w tym roku film o francuskim kreatorze. Tym razem bez akceptacji i wsparcia Pierra Bergé. Co odsłania? I czy na prawdę zasługuje na uwagę?

"Saint Laurent" to fabularna, przekrojowa opowieść koncentrująca się głównie na 10 latach (od roku 1967 do 1976) z bogatej biografii legendarnego projektanta. Nie bez przyczyny wybrano to dziesięciolecie, gdyż okres ten, to zarówno czas największych triumfów zawodowych, zachwiań emocjonalnych oraz osobistych porażek. I to wlaśnie na tych drugich reżyser skupił się przede wszystkim.

Co ważne film Bertranda Bonello (reż. m.in. Apollonide) nie miał żadnego wsparcia ani akceptacji partnera YSL, Pierra Bergè. Tym samym ekipa nie mogła korzystać z żadnych archiwalnych strojów i nie miała dostępu do oryginalnych miejsc związanych z pracą i życiem projektanta. Czyli zupełna odwrotność niż przy produkcji "Yves Saint Laurent", która jest uważana za oficjalną laurkę Pierra i bądź, co bądź ocenzurowaną historię życia geniusza mody.

Kontrowersja i bunt. Depreseja i rewolucja. Legenda mody Yves Saint Laurent w reż. Jalila Lesperta

Pomimo to, podstawowym zarzutem co do pierwszego obrazu było zbyt intensywne, choć i tak odpowiednio utemperowane skupienie się na problemach i ekscesach projektanta, a nie na jego twórczości i wpływie jaki wywarł na ówczesny, a także i teraźniejszy świat mody. Wielu czekało więc na drugi "nieocenzurowany" film Bonellego. Jak się jednak okazało, ta produkcja zawiera jeszcze mniej "prawdziwej" mody. Zaledwie ociera się o jej bogactwo i ogromne znaczenie, przywłując jedynie dwie najgłośniejsze kolekcje - okrzykniętą jako obrazoburczą Liberation z 1971 roku oraz pokaz z 1976 roku, nawiązujacego do bogato zdobionych kostiumów Rosyjskiego Baletu i Opery.

Cała reszta, to maraton (i to doslownie, bo film trwa aż 150 min.) prywatnych wyskoków w postaci nadużywania alkoholu, zatracania się w całonocnym imprezowaniu, uzależnieniu od narkotyków, zdrady oraz nadmiernego i intensywnego wyzwolenia seksualnego. Zresztą tej ostatniej przypadłości jest poświęcona rozbudowana sekwencja związana z romansem z Jacque'iem de Bascherem. Do tego jest nawet scena próby zamachu na życie śpiącego Pierra Bergé przez pijanego i zdesperowanego Yvesa. Niewątpliwie więc film jest niezwykle mocnym obrazem, ukazującym kruchego psychicznie człowieka, który przytłoczony sukcesem i popularnością, a także "partnerską niewolą" nie wytrzymuje i wypada na ostrym życiowym zakręcie.

Paradoskalnie to opowieść realistyczna i ludzka, nakręcona trochę na zasadzie szkicu psychologicznego z wyraźną formą dysonansu emocjonalnego. Dlatego chociażby ze wzgledu na ten skandalizujący ton przedstawienia głównej postaci, film przyciągnie przed kinowy ekran odpowiednią ilość widzów. Niestety "Sain Laurent" pomimo, że głębszy, nie opowiada o niczym zaskakującym, modowo o niczym więcej niż "huczna" historia z maja w reż. Jalila Lesperta. No chyba, że rozpatrujemy odmienny sposób reżyserii, brak skrępowania twórczego i kwestie zatracenia. Wtedy faktycznie jest tego mnóstwo. Oczywiście idealnie byłoby wybrać z jednego i drugiego filmu to, co najcenniejsze, najciekawsze i dokonać fuzji zmyślnej i perfekcyjnej. Niestety tak sie nie da. Z modowego punktu widzenia (a taki interesuje mnie najbardziej) nie jest to pozycja obowiązkowa. Branża wciąż więc będzie nienasycona, ale publika może zyskać swoje małe dramatyczne igrzyska.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...