Godziny przyjazdu naszej bohaterki wyczekiwaliśmy trochę tak, jak w dzieciństwie czekało się na wizytę Świętego Mikołaja. Wpatrywaliśmy się w otwierające się drzwi do studia ze wstrzymanym oddechem. Pani Danuta weszła bardzo żwawym krokiem z uśmiechem na twarzy i charakterystycznym dla niej błyskiem w oku. Była niczym magnes. Przywitała się i od razu poprosiła o dobrą kawę. Gdy tylko zaczynała opowiadać różne historie, wszyscy zamierali i nastawała taka swobodna i naturalna cisza. Zwłaszcza w przerwach pomiędzy kolejnymi ujęciami, jak zaklęci w magicznym kręgu słuchaliśmy opowieści z czasów młodości, lat wojennych, przetrwania i dalekich aktorskich podróży. Był to trochę taki nasz prywatny monodram. Bardzo żywy, na wyciągnięcie ręki, z filiżanką kawy. Pani Danuta sama poganiała nas do pracy, bo jak mówiła nie przyszła tu tylko na kawę i ciasto. W końcu było do wykonania zadanie. Choć tak naprawdę ciastka bardzo lubi. Zwłaszcza tort bezowy z wiśniami ze swojej ukochanej cukierni na Starym Mieście, gdzie mieszka od 53 lat. Na nasze szczęście, nawet przed obiektywem aparatu kontynuowała anegdoty i cytowała treści "Zakazanych piosenek", adekwatnie do sytuacji z planu zdjęciowego i stylizacji. Na propozycję pastelowo-różowego płaszcza, odpowiedziała teatralnie krzyżując ręce: "O nie! W różowym to ja się uśmiechać nie będę." Tak więc zaniechaliśmy różu, by nie stracić pogodnej twarzy bohaterki. To zdecydowanie zbyt duże obciążenie, nawet jak na tak zgrany duet, jaki stylizacyjnie tworzymy z Dominiką. Z kolei podczas ujęć z zabawnymi okularami wołała: "Proszę Państwa otworzyliśmy właśnie sklep z okularami. Ja polecam te! To dopiero coś - zupełnie oczu nie widać, więc nie wiadomo co się w nich za chochlik czai". Jest też świadoma swych ubraniowych wyborów, oświadczając nam grzecznie, że "paski do pasków to nie" i prosi o inny zestaw.
Wciąż pozostaję pod wrażeniem jej charyzmy, zwinności i koordynacji ruchowej oraz umysłowej. Tym bardziej, że w rozmowie z dziennikarką Aliną Gutek, na pytanie czy trzeba jakoś szczególnie o siebie dbać, by zachować taką kondycję, odpowiada: " Muszę panią rozczarować, żyłam niezbyt higienicznie. Głodowałam albo jadłam to, czego nie powinnam. Był okres, kiedy piłam (...) Przez 20 lat paliłam papierosy. Czyli robiłam wszystko to, czego nie powinno się robić". Zaś w kontekście kondycji umysłowej, mówi: "Mam wewnętrzny nakaz, żeby uczyć się, być aktywną, to sprawia mi radość". I dalej: "Najważniejsze, że mam dobrą pamięć, że bez problemów uczę się tekstów... bo jestem teraz w obsadzie czterech sztuk". Dla mnie kobieta niesamowita. Fenomen. I to z olbrzymim poczuciem humoru. Kobieta, dla której "Miłość jest napędem do życia, bo zakochanie to najfajniejszy okres, ale krótki. Zakochiwałam się dość często, ale trwało to rok, czasem dwa, potem mijało". I może w tym właśnie tkwi cały sekret zacnych 100 lat?
